Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 659 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Sayonara...

czwartek, 27 sierpnia 2009 14:23

Chcialam serdecznie podziekowac wszystkim Czytelnikom tego bloga za odwiedziny i mile komentarze. Sami zauwazyliscie, ze ostatnio praktycznie wcale nie pisalam. W najblizszym czasie nie zapowiada sie na zmiany, wiec z tego powodu postanowilam zamknac bloga. Obiecalam zdradzic z czym jest sklep. Zainteresowanych informuje, ze z bizuteria. Zreszta najwidoczniej calkiem fajna, bo biznes idzie pelna para. Dzieki serdeczne za wszystko. Pozdrawiam i zycze Wszystkim powodzenia.
Sayonara!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

...

piątek, 10 lipca 2009 20:13
Antos ma juz pol roku... jak to szybko zlecialo...


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

...

sobota, 27 czerwca 2009 0:54

Od dzis moderuje komentarze... Koniec z samowolka i obrazaniem na moim blogu!  


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

GEFREITER - spadaj z mojego bloga!

piątek, 26 czerwca 2009 11:15
Musze to chyba napisac na glownej stronie, bo jak prosze w komentarzach, to najwyrazniej nie dociera...
Gefreiter - ja Cie bardzo prosze odczep sie od tego bloga! Nie dosc, ze zachowujesz sie jak osoba niezrownowazona, bo za wszelka cene pchasz sie tam gdzie Cie nie chca, to jeszcze masz bardzo bujna wyobraznie. To co piszesz w swoich komentarzach swiadczy bardzo zle o Tobie. Nie wspomne, ze najwyrazniej myla Ci sie miejsca, ludzie i sytuacje... Nie znam Twojego adresu bloga, bo nie mialas nawet cywilnej odwagi go nigdy podac... Na dodatek remont nie jest w domu... No ale najwidoczniej masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem i wiesz moze popracuj nad tym, bo to wazna umiejetnosc w zyciu...

Przepraszam Was moi czytelnicy, no ale jak to sie nieladnie mowi: wrzod na dupie irytuje i cos trzeba z tym bylo zrobic.

Podziel się
oceń
4
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

...

czwartek, 25 czerwca 2009 13:15
Z samego rana pojechalam do centrum budowlanego i kupilam wielkie wiadro czarnej farby. Akrylowej z silikonem o lekkim polysku. Scian nawet nie zajechalam gipsem tylko na ten caly bajzel co na nich byl polozylam farbe. Na jednej malej sciance koloru bialego (nie chcialo mi sie juz tego zamalowywac na czarno) namalowalam cos ala fioletowo czarne drzewo (zajelo mi to niecale 5 min), ktore jest odzwierciedleniem mojego beztalencia plastycznego. Wlasnie zagipsowalam sciane pod tepete. Przyznam, ze tez to zrobilam od niechcenia, bo zajechalam masa tylko najwieksze dziury. Kurcze i tak tam cos na tej scianie powiesze, wiec powinno przejsc. Mam juz serdecznie dosyc! Nie mam pomyslu na listwy do wykonczenia ale takie zwykle nie wchodza w gre. Mysle nad wsciekla fioletowa wstazka (taka satynowa), moze da sie ja przykleic na tasme dwustronna do sciany... w ostatecznosci jakis fioletowy albo czarny sznur...
Poza tym na srodku pomieszczenia burdel na kolkach. Po cholere mi to bylo?
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

...

środa, 24 czerwca 2009 18:03
Remontu ciag dalszy...
Zamiast gipsu kupilam tynk. Pomylka sezonu. Nie umiem sie z tym obchodzic i teraz sciana wyglada jeszcze gorzej niz przed tynkowaniem. Zalamka kompletna... Mam dosyc. Juz nic nie bede kombinowac, najzwyczajniej pomaluja te sciany w takim stanie jak sa zwykla farba. Niech bedzie na nich artystyczny zamalowany burdel. Niech juz sie ten cholerny remont skonczy!!!

Poza tym, chcialam poinformowac, ze moj blog nie sluzy do obrazania sie nawzajem, wiec prosze sie powstrzymac od pisania glupich komentarzy. Nie zycze sobie ZADNYCH komentarzy na tle uprzedzedzen rasowych, religijnych itp. Tym, ktorym to nie pasuje, proponuje najzwyczajniej w swiecie nie odwiedzac mojego bloga. Najbardziej upierdliwe osoby dostana bana IP.
Podziel się
oceń
3
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

...

piątek, 19 czerwca 2009 15:39
Juz od jakiegos czasu zbieralam sie aby napisac na blogu o Japonkach i rzeczach, ktore mnie u nich wkurzaja...
Dzis, po wizycie w moim miescie, jestem po raz kolejny strasznie zdegustowana. Japonki slyna z tego, ze lansuja sie ile tylko sie da. Wydaja krocie na wizyty u kosmetyczki i fryzjera, kupuja straaaasznie drogie torebki i ciuchy, robia sobie odjechane sztuczne paznokcie i dolepiaja wprost teatralnie dlugie sztuczne rzesy. Wszystko byloby pieknie, gdyby nie jeden mankament, ktory natychmiast psuje wypracowana za wielkie pieniadze calosc. BUTY. W 90% za duze, przynajmniej o jeden rozmiar. Wyglada to tak, jakby corka pozyczyla od mamy szpilki. To jeszcze nie jest najgorsze... Nie potrafia w tych butach chodzic, krzywia nogi do srodka i wygladaja jak kaczki na szczudlach i w klapiacych pletwach. To tez jestem w stanie wybaczyc... No ale nie moge scierpiec widoku odpicowanej Japonki w BRUDNYCH, zniszczonych butach! To nie jest przyklad jednostkowy. Nie ma nic bardziej oblesnego, niz wylansowana na maksa dziewczyna, z ostentacyjnie wiszaca na ramienu torebka diora i wysadzana diamentami kolia na szyi, ktora na nogach ma biale, porysowane az na czarno buty z rozdarciem z boku. Szpilki w ktorych flek  z obcasa, zastepuje juz dawno wytarty gwozdz. Normalnie katastrofa! Opis powyzszej pani pochodzi z mojej dzisiejszej wycieczki do miasta. Nie jest niestety ona wyjatkiem od reguly. Lusterka nie maja czy co?!

Poza tym:
1. Przegralam walke z wypadajacymi wlosami i oddalam sie dzis w rece japonskiego fryzjera, ktory stworzyl wspaniale cudo na mojej glowie. Niestety cudo male, bo 3/4 wlosow zostalo scietych i teraz siegaja mi tylko do ramion, buuuuu! Zdjec jeszcze brak.
2. Sklep - (nadal nie zdradze z czym) nadal na etapie przygotowan. Niestety wszystko pod gorke. Zamowione meble nie pasuja jednak do mojej koncepcji wystroju, wiec zostaly zamowione nowe. Okazalo sie, ze aby w Japonii ktos przykleil mi tapete do sciany, powinnam ta tapete u tego wykonawcy zakupic. No i tu dupa blada, bo takiej jak ja chcialam, nie ma tu nikt. Tak, tak... to znowu ta cholerna tapeta, o ktorej pisalam poprzednio.  No a jezeli chce wlasnie ta moja polozyc na sciane, to okazuje sie, ze to jest specjalne zamowienie za specjalne pieniadze... Zrezygnowalam. Tapete bede kleic sama. Nigdy tego nie robilam, ale zawsze musi byc ten pierwszy raz. Postanowilam, ze jak juz sama ta sciane wytapetuje, to pozostale zrobie rowniez sama. Plan jest prosty: gisps na sciane i artystyczne mazaje. W razie niewypalu zawsze mozna powiedziec, ze wlasnie taki efekt chcialam osiagnac. Stara tapete zdzieralam ze scian wczoraj i niestety odeszla z polowa sciany, wiec jak narazie ksztalce sie w pojeciach takich jak tasma maskujaca, masa do wyrownywania i grunt. Wszystko po polsku, diabli wiedza jak to jest po japonsku. Zameczam pana z centrum budlowanego metoda rysunkowa, zeby wytlumaczyc o co mi chodzi. Biedny sobie raczej kiepsko radzi.
Trzymajcie kciuki za mnie.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

uziemiona...

niedziela, 07 czerwca 2009 15:00
Zawsze pytalam ludzi, ktorym sie to przytrafialo: jakim cudem to sie stalo?  Wyzywalam ich od lekkich idiotow twierdzac, ze czlowiekowi przezornemu i madremu nigdy sie taka sytuacja nie zdarzy... Od dziasiaj siebie rowniez moge nazywac lekka idiotka. Komorka, ktora mialam w tylnej kieszeni spodni, podczas wstawania z sedesu dziwnym zbiegiem okolicznosci zanurkowala w toalecie... a po wysuszeniu wyladowala niestety w koszu na smieci. No i dopiero teraz wiem jak jestem uzalezniona od telefonu. Nawet numeru telefonu do mojego meza nie znam na pamiec... Krotko mowiac, zostalam uziemona na najblizsze kilka dni. Pozdrawiam tych, ktorym kiedys w zyciu sie cos takiego rowniez przytrafilo ;))) juz nikogo nie bede wyzywac od idiotow...
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (23) | dodaj komentarz

wyszperane w internecie

sobota, 06 czerwca 2009 12:13

Strasznie mi sie podoba to zdjecie, a Wam?


Podziel się
oceń
4
2

komentarze (11) | dodaj komentarz

oszaleli...

środa, 03 czerwca 2009 15:38
Czy uwazacie, ze cena 400 jenow (ok. 12 zl) za metr - nie mylic z rolka {(!!!) (okolo metra kwadratowego)} sredniej jakosci i paskudnego  wzoru zwyklej tapety, jest cena do przyjecia? Ja, zdecydownie uwazam, ze ktos ma tutaj cos nie tak z glowa... Zamowilam tapete z Polski, wystarczy na cala sciane a zaplacilam 120 zl. Nawet przy ekspresowej przesylce lotniczej  super mi sie to oplacilo. Czasami uwazam, ze ten kraj jest chory...
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Nadrabiam zaleglosci

wtorek, 02 czerwca 2009 20:09

Tak sie zachowuje Antek po wizycie dziadkow... ;)



Antkowe fotki z wczorajszego dnia.


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (20) | dodaj komentarz

baba jaga i godfather....

niedziela, 19 kwietnia 2009 23:52

...czyli Antos z japonskimi dziadkami. Z okazji ukonczenia przez Antka 3 miesiecy, jak tradycja nakazuje, wybralismy sie do swiatyni. Mnich dostal za modlenie sie dwie flaszki sake a my od mnicha komplet naczyn do picia sake czyli wszyscy zadowoleni. Po wizycie w swiatyni obowiazkowo wizyta u fotografa, gdzie Antos okazal sie najwspanialszym dzieckiem pod sloncem, bo bez zadnego placzu i marudzenia dal sie przebrac w kimono i sfotografowac a wszystko to zajelo nam niecale 10 minut.

W swiatyni. Kimono, ktorym Antek jest nakryty nalezalo w dziecinstwie do mojego meza. Swoje dostanie jak podrosnie.

baba jaga i godfather :))) czyli moja japonska rodzinka w komplecie.


Podziel się
oceń
4
2

komentarze (36) | dodaj komentarz

wbrew logice...

środa, 15 kwietnia 2009 21:49
Sakura juz praktycznie przekwitla... Mam to gdzies. Chociaz nie do konca, bo jak zawalilo mi balkon zdechlymi platkami to mialam nerwy. Antek skonczyl 3 miesiace (yeahhh!!!). Na swiecie ekonomiczny kryzys... Zapierdzielam sama przy Antku caly dzien (a wlasnie, ze bede marudzic), bo nie ma mi kto pomoc. No i tak logicznie myslac, to powinnam jako przykladna matka w czasach kryzysu, robic calymi dniami weki z jedzonkiem na nadchodzacy rok i odkladac pieniazki na przyszlosc. Wytrzymalam zyjac w ten sposob miesiac i niestety odbilo sie to na moim zdrowiu psychicznym. Wbrew logice i ogolnie przyjetym zasadom mam gdzies swiatowy kryzys i to, ze jestem swiezo upieczona mamuska. Postanowilam otworzyc sklep. Wiecej, nie tylko postanowilam ale juz jestem w trakcie realizacji tego pomyslu. Dzis zamowilam kontuar i czesc polek na sciane. Antek ma juz do przyszlego sklepu wstawione lozeczko turystyczne, fotelik i inne niezbedne dla niemowlaka rzeczy. Nie bede kisic sie w domu, bo wpadne w depresje. Zeby nie zapeszyc to Wam nie zdradze jeszcze z czym bedzie sklep. W kazdym badz razie sa to artykuly, ktore wytwarzam sama i musze przyznac, ze nawet niezle mi to idzie (nie wspomne, ze robie to po nocach... i sypiam po 4-5 godzin dziennie - tak w ramach komentarzy, ze majac male dziecko zawsze sie znajdzie czas na bloga - gdybym zajmowala sie tylko Antkiem to mialabym czas rzeczywiscie na wszystko:)))
Tak przy okazji - przez 3 miesiace schudlam 20 kg i nadal lece w dol. Jezeli uda mi sie zrzucic jeszcze 10 kg to chyba popadne w zachwyt nad soba i samouwielbienie.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

ach gdyby tak...

sobota, 14 marca 2009 18:41

Chce gdzies wyjechac. Nie wiem sama gdzie. Byle daleko. Znowu ciagnie mnie w swiat. Chociaz na pare dni. Tam gdzie nie ma "bialych twarzy". Azja w sumie tez odpada, za bardzo przywyklam do skosnych oczu. Mam ochote na spanie w podrzednych hotelikach, zakupy na dziwnych targowiskach i jedzenie odbiegajace od tego do ktorego przywyklam. Powiem krotko, brakuje mi przygody i tej adrenalinki takim podrozom towarzyszacej. Ostatni raz podrozowalam dokladnie rok temu. Pekin i Chinski Mur. Zrealizowalam wtedy marzenie mojego zycia z czasow bycia nastolatka, kiedy to Chiny byly dla mnie osiagalne tak jak dzis wycieczka w kosmos. Wniosek? Marzenia sie spelniaja jezeli tylko bardzo czegos chcemy. Z miejsc, ktore najbardziej chcialabym odwiedzic to Papua Nowa Gwinea, Butan i Kenia, niestety jak narazie niedostepne dla mnie finansowo i te bardziej osiagalne dla mojego stanu portfela czyli Kambodza i Wietnam. No teraz na swiecie jest Antek, wiec w najblizszej przyszlosci taki wypad rowniez odpada. Z dzieckiem to mozna sobie jezdzic sie opalac na plazy i kapac w hotelowym basenie a nie tulac po jakis zakazanych uliczkach w dziwnym kraju. Tak z ciekawostek o mnie. Kocham podroze ale nienawidze samolotow. Niestety ostatnio to jedyne rozwiazanie na przemieszczanie sie do innych krajow. Do tej pory wspominam samolot indyjskich linii lotniczych, ktorym lecialam do Bangkoku. Woda leciala z sufitu a przy starcie powylatywaly szuflady z szafek kuchennych. Jednak do tej pory najbardziej wspominam jedna sytuacje z tamtego samolotu. Stewardesa pyta mnie co pije, ja zamawiam sok pomidorowy. Stawia mi puszke tego soku i jednorazowy kubek na stoliku przede mna, po czym pyta: z lodem czy bez? Nie, nie chce lodu - odpowiadam. Na co stewardesa: to oddaj kubek i najzyczajniej mi go zabrala sprzed nosa. Jednorazowy kubek...! No coz pilam sok z puszki... Ach te wspomnienia. Na takie wypady niestety nie nadaje sie zupelnie moj maz. Dla niego na przyklad targowanie sie jest ponizajace. Dla mnie swietna zabawa. On lubi sypiac w dobrych hotelach gdzie obsluga przybiega z uklonem w pas po sekundzie a nie do takich gdzie trzeba takowej samemu szukac albo radzic sobie samemu. Ot, taki to on wytwor japonskiej konformistycznej rzeczywistosci. Nie nadaje sie na wypady gdzie trzeba sobie samemu radzic.Jak narazie zostaje mi podrozowanie palcem po mapie. Ktoregos dnia jak bede juz stara i nic nie bedzie mnie w domu trzymalo to zapakuje plecak wybiore sie w podroz dookola swiata. Mam nadzieje, ze bedzie mnie wtedy juz na to stac...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

po przerwie...

środa, 11 marca 2009 20:34
Witam po dlugiej przerwie i gne sie po japonsku wpol w ramach przeprosin. Przyznaje, bloga najzwyczajniej w swiecie olalam i bardzo Was za to przepraszam. Obiecuje poprawe, wiec mam nadzieje, ze mi wybaczycie.
Co u mnie... Prawde mowiac moglabym ksiazke napisac ale dzisiaj bedzie wszystkiego po trochu ;)
Antos skonczyl juz dwa miesiace. Wariatkowo mam w 99% opanowane. Fakt, ze troche mnie to nerwow kosztowalo. Moi japonscy sasiedzi mieli przez ten czas szanse na nauczenie sie bardzo brzydkiego jezyka polskiego. Przyznam sie Wam szczerze, ze w zyciu bym nie pomyslala, ze stane sie tak dobrze zorganizowana i systematyczna osoba jaka musialam sie stac w ciagu ostatnich dwoch miesiecy.
Bardzo mi brakuje kogos do pomocy. Na japonska babcie nie mam co liczyc. Cholera z niej jest niezla ;))) Przychodzi czasami w odwiedziny, pstryka fotki swoja lansiatorska komorka, poglaszcze Antoska po glowie zachwycajac sie jaki to on sliczny wnuczek ale gdy maluch zacznie tylko marudzic to znika w tempie blyskawicznym. Wrrrrr..... Na temat dziadka nie bede sie wypowiadac, bo to patologia w najgorszym wydaniu, nawet mu maluszka nie dam potrzymac na rekach. Coz, radze sobie jakos sama. Maz mi bardzo pomaga. Przyznam, ze jestem w szoku ale sam z siebie wstaje w nocy zeby karmic malego, dzieki czemu ja mam czas zeby normalnie sie wyspac.
No wlasnie, tak mi sie teraz przypomnialo i juz mam niezle nerwy. Antosia karmie tylko i wylacznie sztucznym mlekiem. W internecie naczytalam sie bardzo brzydkich wypowiedzi innych matek, ktore twierdza ze kobiety, ktore urodzily dzieci przez cesarskie ciecie a nie naturalnie i nie karmia dziecka swoim mlekiem to nie sa prawdziwymi matkami. Przyznam, ze mam ochote takiej babie, ktora tak twierdzi w pysk strzelic. Mnie takie teksty nie ruszaja ale wiem, ze inne dziewczyny strasznie to przezywaja i wpadaja w straszna depresje z tego powodu. W zyciu bym nie pomyslala, ze ktos moze cos takiego w ogole pomyslec. Przeciez gdyby nie ta cholerna cesarka i to sztuczne mleko to Antosia by w ogole teraz z nami nie bylo. A tym babusom, ktore tak twierdza, zycze zeby im cycki wyschly! Wiem, nieladnie, ale naczytalam sie na forum internetowym jakie przez takie komentarze inne kobiety maja problemy z psychika i az mnie z nerwow trzesie. Mnie osobiscie cos takiego nie rusza. Wazne, ze moj Antos nie jest glodny i bezpiecznie spi.
No a teraz z innej beczki ;)
Z doswiadczenia mlodej mamy.... Oczywiscie dalam sie zwiesc niezliczonej ilosci reklam produktow „NIEZBEDNYCH" dla dziecka, dzieki czemu stalam sie szczesliwa posiadaczka:
1- specjalnego kosza na zuzyte pieluchy - POLECAM, nie smierdzi, wklad starcza na dwa dni stoi obok lozeczka, obsluguje sie go jedna reka, rewelacja.
2- Cholernie drogiego zestawu poscieli - POMYLKA maluszek ma w dup...e swoje baldachimy i najchetniej spi w jednym lozku z tata, ozdobnej falbany do tej pory nie zalozylam z braku czasu i natchnienia. Kloderka jest za duza, Antek obecnie spi przykryty kocykiem albo rozkiem.
3- Podgrzewacza do chusteczek do pupy - POLECAM zimowa pora ciepla chusteczka nie drazni maluszka, przy zmianie pieluszki maluszek sie smieje.
4- Aspiratora do nosa - POLECAM przy pierwszym katarze Antosia bieglam po to z samego rana do sklepu, typowa gruszka mozna sobie samemu w nosie podlubac, do kompletu polecam wode morska w sprayu, w zestawie z aspiratorem daje sto punktow na sto.
5- Tummy tub - POLECAM wiaderko do kapieli, jest niesamowite!!! Ma pojemnosc 4 litrow i nadaje sie do kapieli maluszka od urodzenia. No i nie trzeba kapac maluszka w lazience, bo jest malutkie i mozna je postawic wszedzie. Nasz Antos to wiaderko uwielbia.
6- Ladnych, slodkich ubranek - POMYLKA nauczylam sie jaka jest roznica pomiedzy ladne a praktyczne, gdy Antos z wscieklosci ryczal podczas gdy ja za wszelka cene chcialam mu zalozyc sliczna koszulke zakladana przez glowe bez rozpinania z boku.
7- Sterylizatora parowego - POLECAM gdy ma sie chwile czasu przed przygotowaniem mleka do jedzenia, sprawdza sie do sterylizacji smoczkow itp
8- Zestawu do sterylizacji na zimmno MILTON - POLECAM do pojemnika z woda wrzuca sie tabletke albo wlewa sie specjalny plyn, po upywie godziny od wlozenia butelki itp sa gotowe do uzycia. Swietne, wygodne, nie trzeba suszyc butelek, wystarczy otrzepac z wody, plyn zmienia sie raz dziennie. Jak dla mnie rewelacja.

Taki krotki spis, ktory moze przyda sie innym przyszlym mama.

Poza tym jestem na diecie. Odchudzam sie. Dieta rewelacja, ciezka do wykonania w Polsce. Jako podstawe dziennego menu jadam tofu i pieczone ryby. Przez dwa miesiace schudlam 15 kg czyli dokladnie tyle ile przytylam w ciazy. Yeeeeehhh.....!!!!

Co do porodu to nie bede sie wypowiadac, zeby nikogo nie straszyc. W dniu zaplanowanej cesarki dostalam skurczy porodowych. Powiem jedno - mam niski prog bolu i jak dla mnie to byla masakra i nic wiecej na ten temat nie napisze.

Postaram sie pisac czesciej. Dzieki wielkie za zyczliwe komentarze i zyczenia. Pozdrawiam Was kochani serdecznie.

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

nareszcie razem

piątek, 16 stycznia 2009 10:48

Antony (3190g/51cm) - urodzil sie przez cesarskie ciecie dnia 08 stycznia 2009 r. o godz. 14:31 japonskiego czasu.



Dzisiaj wrocilismy do domu, napisze wiecej  jak troche sie ogarne z tym wszystkim, bo mam tu male wariatkowo ;)))


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (59) | dodaj komentarz

wrednej babie nie nalezy przeszkadzac...

środa, 19 listopada 2008 13:18

Przez ostatnie osiem miesiecy, moj malzonek wykazywal totalny brak zainteresowania wyprawka dla Dzidzi. Na samym poczatku dostalam jedynie zakaz kupowania ubranek w kolorze rozowym i czerwonym (?!), bo niby do chlopaka nie pasuja... Obowiazki meza ograniczaly sie tylko do placenia rachunkow za porobione przeze mnie zakupy. Az, do teraz... Zauwazylam ostatnio u Mojego Skosnookiego niepokojace objawy panikarstwa typu: „Jeju, a czemu my JESZCZE nie mamy lozeczka?", „Czemu nie kupilas JESZCZE pieluch?", „A gdzie to w ogole bedzie wszystko stalo? Dlaczego JESZCZE nie wiesz?". Mezusia najwyrazniej dopadl niezly stresik ;)

Ja jakos stresow nie przezywam, ale to zgodne z moim charakterkiem: cale zycie robie wszystko „na ostatnia chwile". Moj Skosnooki jest moim przeciwienstwem - strasznie odpowiedzialny, powazny facet, ktory zawsze musi miec wszystko zapiete na ostatni guzik.
Przytocze Wam nasza bardzo „inteligentna" rozmowe:

Moj: - Rozumiem, ze oprocz lozeczka i wozka, masz juz wszystko dla dziecka?

Ja: - Chyba zartujesz, sporo mi jeszcze brakuje, ale jeszcze mamy sporo czasu.

M: - Czego Ci na przyklad brakuje?

J: - Oj, wiem dobrze czego mi brakuje a teraz mi nie przeszkadzaj, bo film ogladam.

M: - Ale ja nie wiem czego jeszcze nie masz.

J: - A po co Ci to potrzebne? Badz cicho, bo nic nie slysze.

M:- No a jak wyladujesz wczesniej w szpitalu i nie zdazysz?

J:- Co za problem, sam kupisz te rzeczy.

M: - No ale nie wiem co mam kupic.

J: - Ale ja jestem teraz w domu a nie w szpitalu i w ogole daj mi obejrzec ten film.

M: - Najpierw mi powiedz czego Ci brakuje.

J: - Oj, napisane mam na kartce, nie marudz teraz.

M: - Gdzie ta kartke?

J: - Na stoliku.

M:- To ta?

J:- Mhm.

M:- Ale ja nic nie rozumiem. To jest po polsku.

J:- A ile razy Ci mowilam, zebys sie w koncu polskiego zaczal uczyc?! Dlatego teraz badz cicho i daj mi obejrzec w koncu ten film!

 

Na tym rozmowa nareszcie sie zakonczyla, bo temat nauki jezyka polskiego jest w naszym domu bardzo drazliwym tematem. Ja w koncu obejrzalam sobie film w spokoju. No, a na kartce wcale nie bylo spisu rzeczy do kupienia (upsss! Klamczucha ze mnie.), tylko spis rzeczy, ktore juz mam... bo lista tych brakujacych nie jest jeszcze przeze mnie dopracowana ;)  Coz... troche wredna baba ze mnie jest...
Podziel się
oceń
3
0

komentarze (43) | dodaj komentarz

100 lat!!!

niedziela, 16 listopada 2008 23:07
Mielismy dzis kameralna imprezke we dwojke (no moze jednak we trojke) z okazji 37 (upsss!) urodzin meza. Jejku, czasami tak patrze na Mojego i mysle, ze pomimo tych moich 10 lat mniej, to jednak wygladam czasem starzej od Niego. Azjaci maja chyba jakies chody u Matki Natury. Zreszta porownajcie sami:




W calej okazalosci sie Wam nie pokaze, bo mozecie przezyc zbyt duzy szok.;))) Zreszta sama go przezylam ogladajac sie na zrobionych dzisiaj fotkach. Kurcze, wygladam juz jak zawodnik sumo!!! Jakos do tej pory, gdy ogladalam sie w lusterku, to nawet bylam sklonna twierdzic, ze mam zbyt maly brzusio. No a tu taki zonk! To nie brzusio a brzuchooool! Pocieszajacy jedynie jest fakt, ze od poczatku przytylam 7 kg czyli raczej w normie (powinnam pozniej szybko i latwo sie tych nadprogramowych kg pozbyc). No i w ramach nagrody, za tak "idealna" wage, zjadlam 3/4 tego torta, ktory jest na zdjeciu :))) Bez problemu pochlonelabym calego, no ale to nie moje urodziny, wiec troche nie wypadalo, tym bardziej, ze Mojemu tort tez smakowal :) Dopchalam sie zreszta pozniej moimi ukochanymi wielkimi krewetkami. Biedna ta moja Dzidzia, nie dosc, ze ma juz malo miejsca w brzuchu to jeszcze ja dociskam od gory kilogramami (pysznego zreszta) jedzonka. Przyznam sie Wam, ze pomalu zaczynam sie zastanawiac, jak ta nasza Dzidzia bedzie wygladala... Ciekawe, czyje geny okaza sie silniejsze. Ja osobiscie obstawiam bardziej w kierunku skosnookich ;) Czas pokaze...Pozdrawiam Was serdecznie :)))
Podziel się
oceń
2
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

z opoznieniem...

środa, 15 października 2008 21:11
Moi Drodzy!
18 wrzesnia, niechcacy wyladowalam w szpitalu, gdyz Dzidzi zachcialo sie wydostac na swiat przed wyznaczonym jej do tego terminem. W szpitalu, w ktorym spedzilam dwa tygodnie naszpikowali mnie jakimis lekarstwami i kroplowkami, po ktorej Dzidzia grzecznie zgodzila sie poczekac do wyznaczonego jej przez lekarzy dnia przyjscia na swiat. Nadal jestesmy wiec (cale szczescie) w dwupaku ale z zaleceniem wypoczywania w domku (z czym mam pewne problemy, gdyz umieram z nudow). Obiecuje sobie juz drugi tydzien, zdac Wam relacje z pobytu w japonskim szpiatalu, (a bywalo smiesznie pare razy) ale jakos spelnienie tej obietnicy opornie mi idzie. Slyszalam, ze ciezarnym wszystko sie wybacza... Oczekuje na wyrozumialosc z Waszej strony.
Poza tym, wybralismy juz z mezem imie dla Dzidzi, ale Wam jeszcze nic nie powiemy, bo to tez dluga ale i ciekawa historia. Zdradze tylko, ze nie bedzie to imie pochodzenia japonskiego ale bedzie pisane w japonskich krzakach :) Pozdrawiam Was serdecznie.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (36) | dodaj komentarz

niebezpieczny sasiad

poniedziałek, 15 września 2008 22:15

Wracalam dzis wieczorkiem z zakupow i natknelam sie na takie oto jadowite "malenstwo" obok mojego domku. Teraz mam stracha wychodzic wieczorem po ciemku w sandalkach.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

gdy najdzie mnie ochota na miesko...

czwartek, 11 września 2008 20:36

Moje ulubione miejsce z mini szaszlykami (yakitori) w moim miescie. Wyglada niezbyt reprezentacyjnie i niezbyt czysto ale jest tanio i pysznie. Kazdy szaszlyk, niezaleznie od rodzaju kosztuje 70 jenow. Zawsze sobie obiecuje, ze ide tylko na trzy sztuki a z reguly konczy sie na osmiu no a w porywach glodu nawet na 12stu sztukach. Je sie na miejscu (mozna zabrac rowniez na wynos) na stojaco przed budka. W kubeczki na ladzie wrzuca sie pozostale po zjedzonych szaszlykach drewniane patyczki, ktore okreslaja nam pozniej kwote do zaplaty przy kasie (ilosc patyczkow x 70 jenow). Budka znajduje sie w poblizu dworca kolejowego i jest ukryta w waskiej uliczce odchodzacej od glownej ulicy. Zapach jest niesamowity zreszta tak samo jak zadymienie przy tej budce. 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

skleroza :)

poniedziałek, 08 września 2008 20:52

Zapomnialam sie Wam pochwalic. W piatek bylismy na usg i Fasola nareszcie pokazala co ma miedzy nogami;-). Oswiadczam wszystkim blogowym ciotkom i wujkom, ze jest to maly

 

ー FACET :))) ー BOY ー 男の子 ー


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

obietnica

niedziela, 24 sierpnia 2008 21:13
Drodzy Czytelnicy mojego bloga - obiecuje solennie, ze na wszystkie zadane przez Was pytania odpisze do konca tygodnia. Nie wsciekajcie sie zbytnio na mnie za ta opieszalosc, ok? Ja juz poprostu tak mam.... Buziakiserce
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (35) | dodaj komentarz

glupota jednak boli

niedziela, 24 sierpnia 2008 12:46

Dochodze do wniosku, ze kretynka to trzeba juz sie urodzic tak jak to jest w moim przypadku. Od rana ulewa i wiatrzysko za oknem a mnie na przekor wszystkiemu zachcialo sie wystroic jak choinka na Gwiazdke. Jakis czas temu dostalam od rodzinki jesienne buciki na "malutkim" obcasie 10 cm ale jak do tej pory jeszcze nigdy w nich na dworze nie bylam, wiec postanowilam sie w nich wlasnie dzisiaj wylansowac (bardzo madrze, prawda?). Glupota podobno nie boli ale zapewniam Was, ze efekty tej glupoty juz tak i to bardzo. Buty niestety nie nadaja sie do chodzenia sa tak piorunsko niewygodne a pod wplywem deszczu jeszcze przemiekly. Nogi mam starte i odparzone do granic mozliwosci. Z polowy planowanych zakupow musialam zrezygnowac a do domu wracalam prawie placzac taksowka. No bo kto to slyszal takie buty dla babki w ciazy gdy oczywiste jest, ze nogi puchna.
Kupilam tylko upatrzony juz wczesniej ciuch dla Fasoli, ktorym musze sie Wam pochwalic.



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

bez tytulu

sobota, 23 sierpnia 2008 20:31

U mnie wyjatkowo deszczowo i chlodno, z czego bardzo sie ciesze, bo od tych upalow to juz szlo zwariowac. Rano bylismy z lachudra Lolkiem u weterynarza, gdzie okazalo sie, ze ma cos nie tak z ogonem a raczej jego koscmi - prawdopodobnie jakis inny kocur dobral mu sie do niego zebami. No ale podobno szybko sie zagoi. Poza tym jest zdrowiutki. Ja oczywiscie po raz kolejny dalam sie wrobic w piec tysiecy roznych szczepionek, witamin itp bajerow "niezbednych" dla kota, wiec przy placeniu rachunku prawie dostalam zawalu. A zawsze sobie obiecuje, ze bede asertywna i nie dam sie wyzyskiwac. Obiecanki cacanki a portfel chudnie. Umowilam sie za to na przyszly tydzien na zabieg kastrowania tej mojej lajzy, moze sie nareszcie uspokoi.

Popoludniu cos mnie napadlo i wyprasowalam chyba wszystko co jest mozliwe do wyprasowania w domu. Gdybym miala krecone wlosy, zapewne tez poszlyby pod zelazko. No ale takie szalenstwo nachodzi mnie raz na ruski rok, wiec trzeba bylo ta moja wene wykorzystac, bo nastepny raz nadejdzie zapewne w dalekiej przyszlosci.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

LOLO ODNALEZIONY :)))

wtorek, 19 sierpnia 2008 22:40
Po 5 dniach poszukiwan, rozwieszania ulotek i wypytywania ludzi, Lolo o 5 nad nad ranem sam we wlasnej osobie pojawil sie pod drzwiami naszego mieszkania. Wyjatkowo jeszcze nie spalam, bo rozmawialam ze swoja Ciocia przez Skype (a mozemy godzinami) i wlasnie w czasie  tej rozmowy uslyszalam bardzo cichy koci placz. Na szczescie po otworzeniu dzrzwi wejsciowych zza ktorych ten odglos dochodzil zobaczylam Lola - przerazliwie placzacego. Po ogledzinach okazalo sie, ze zupelnie zdrowy ale za to strasznie wychudzony i spragniony. Po zjedzieniu olbrzymiej ilosci karmy doslownie padl ze zmeczenia i zasnal. W kazdym badz razie wazne, ze wrocil caly i zdrowy. HUUUURRRAAAA!!! :))))
Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

LOLEK POSZUKIWANY :(((

poniedziałek, 18 sierpnia 2008 14:03

Musze niestety doniesc o bardzo przykrym zdarzeniu. W sobote, nasz kocur Lolo zaginal. Mielismy zaniesc go do weterynarza i z braku specjalnego kosza do przenoszenia zwierzakow, wsadzilimy Lolka do pudelka. Niestety po drodze do lecznicy, kocur widocznie strasznie oburzony stylem przenoszenia po prostu z niego wyskoczyl po czym przepadl jak kamien w wode. Zdarzylo sie to w miejscu oddalonym tylko o 3 minuty od naszego domu ale Lolek nigdy tam nie byl, wiec bardzo sie o niego niepokoje. Od soboty prowadze intensywne poszukiwania w okolicy. Dziwie sie, ze nie naslano na mnie jeszcze policji (chociaz im rowniez zglosilam, ze Lolek przepadl), bo chodze w nocy po cudzych ogrodkach z latarka w reku. Obeszlam wszystkie sklepy i uprosilam tamtejsza obsluge aby  porozwieszala ulotki ze zdjeciem naszego kocura w najbardziej widocznych miejscach lokalu. No a dzis oblecialam najblizsza okolice, wrzucajac ulotki do skrzynek pocztowych w okolicznych domach. Przyznac sie musze, ze mieszkam tu juz dwa lata a jeszcze nigdy do tej pory nie obeszlam tak dokladnie najblizszej okolicy. Jutro przyjezdzaja do mnie jeszcze dwie kolezanki i i juz w sile trzech silnych kobiet idziemy na podboj troche bardziej oddalonych ode mnie okolicznych skrzynek pocztowych. Postaram sie porobic zdjecia w czasie jutrzejszej wyprawy, bo to co dzisiaj zobaczylam wprawilo mnie w wielkie zdumienie. Chodzi mi o prawdziwe wiejskie japonskie domki. Diabli wiedza, gdzie jest wejscie a gdzie wyjscie. Uliczki miedzy nimi maja od 2 do 1 metra szerokosci. Nie wiadomo czy to juz czyjs ogrodek czy tylko trawnik obok uliczki, bo czasami tutejsze ogrodki maja wymiary 2m x 1m. Nie wspomne o skrzynkach pocztowych, ktore czasem bardzo ciezko bylo mi znalezc w tych otaczajacych domy chaszczach w rodzaju dziwnych bluszczy i innej flory. Najbardziej zdziwilam sie odnajdujac pomiedzy dwoma rownoleglymi do siebie scianami domow (odleglosc okolo 5o cm) mini stawik z mini karpiami i mini strumyczkiem oswietlony mini lampka, krotko mowiac odpowiednia wersja do otaczajacych go mini domkow.

A to nasz POSZUKIWANY Lolo.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Fasola

poniedziałek, 04 sierpnia 2008 15:43

BOY or GIRL???

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

spacerek

poniedziałek, 14 lipca 2008 19:59

W niedziele wybralismy sie na spacer albo raczej niezly maraton, bo szlismy ponad 7 godzin :) Wklejam pare fotek z naszej wyprawy. Poniewaz na ta strone wchodza rowniez moi japonscy znajomi, to na ich prosbe umieszczam tez troche zrozumialych przez nich opisow w "krzaczkach".

Stojac pod ta budowla nareszcie wygladam na mala dziewczynke ;)

この建物の下に立つと私チビに見えるね。

moj malzonek - bez komentarza :p

うちの夫(ノーコメント)

egzotyczne dla nas Polakow japonskie krajobrazy...

神秘的な日本の景色です。

japonskie sake przed swiatynia - prezenty od wiernych. Dodam, ze nikt ich tam nie pilnuje - w Polsce nierealne - natychmiast by zniknely;)

お寺にお酒のプレゼントです。

監視する人はいません。ありえないですね。

przed swiatynia - duuuuza dziewczynka rzuca sie w oczy :)

大きな私は見つけやすいでしょ。

tabliczki na ktorych zapisuje sie swoje zyczenia i prosby

これは願い事を叶える絵馬といいます。

Na tej jakas dziewczyna prosi zeby udalo sie jej schudnac do 52 kg, mnie tam wystraczyloby do 62 kg ;)

たとえば、この人の願いは52kgに痩せたいそうです。(私は62kgに痩せたいです。)

ja i super ciekawe drzewo z tylu

私とおもしろい木。

nad morzem pierwszy raz w tym roku - typowa szara japonska plaza - o bialym piasku zapomnijcie :(

今年、はじめての海です。普通の日本の海岸です。白い砂浜は忘れてください。

Chyba jako jedyna po wyjsciu z plazy umylam nogi z piasku, widzialam juz Japonki z zabloconymi nogami w szpilkach, ja bym nie mogla przejsc tak nawet kroku.

海岸で遊んだ後、たぶん私だけ足洗いました。他の女の子は足を洗わずにハイヒール履いていました

(どうやって歩くのかな?)私は無理だ。

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

towar luksusowy...

poniedziałek, 23 czerwca 2008 14:41

…i bynajmniej nie mam na mysli zadnych ostryg, homarow czy tez innych, w Polsce deficytowych jeszcze  towarow. Chodzi mi o warzywko, ktore w naszym kraju  jest wszedzie dostepne, znane i raczej przez wszystkich lubiane czyli nasz polski zwykly burak. Jeju, co ja sie go w tej Japonii naszukalam!!! Wczoraj wybralam sie do oddalonej o godzine ode mnie miejscowosci do marketu z miedzynarodowymi produktami zywnosciowymi. W ten wlasnie szczesliwy sposob stalam sie posiadaczka burakow w ilosci 2 szt w cenie na polskie ok. 8 zl/szt. (wow!!!) Bedzie salatka do ziemniaczkow na obiad!!! Oczywiscie nie moglo sie obyc bez zakupu innych trudno dotepnych produktow, czyli: „normalnego” niemieckiego chleba (tu wszedzie panuje polslodki chleb tostowy, bleee!), niemieckiej marynowanej papryki, znowu niemieckiej gazowanej wody mineralnej Gerolsteiner (Japonczycy, zreszta diabli wiedza czemu, jakos gazowanej wody mineralnej nie produkuja), niemieckiej kapusty kiszonej no i nareszczie nie niemieckich a w koncu swoiskichPOLSKICH ogorkow konserwowych firmy Krakus. Zreszta wspomniane ogorki sa jedynym produktem zywnosciowym „made in Poland” na jaki do tej pory w tym kraju trafilam. Z warzyw, do ktorych bylam w Polsce przyzwyczajona nie moge odnalezc jeszcze pietruszki i salera. Co najdziwniejsze wszedzie mozna dostac selerowa jak i pietruszkowa natke. Pytalam sie juz niezliczonej ilosci skosnookich co sie dzieje z korzeniem selera ale najwidoczniej Japonczycy nie sa zbytnio wyksztalceni w budowie tego warzywka, bo wszyscy pukali sie w glowe twierdzac, ze: jak nie ma w sklepie to znaczy, ze jest niezjadliwe. Dobre wytlumaczenie... Ta sama sytuacja spotkala mnie rowniez z pietruszka. Wiekszosc mieszkajacych tu ludzi nawet zreszta nie wie jak wygladaja (na zywo) te warzywka. W ramach braku porozumienia polsko- japonskiego hoduje pietruszke w donicach na balkonie ;p


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

spryt kobiecy ;)

czwartek, 19 czerwca 2008 22:52

Maz ostatnio wrocil z pracy i ni z tego ni z owego zaproponowal mi zapisanie sie do jakiejs szkoly. Pytam: jakiej (ludzac sie, ze zasponsoruje mi dosyc droga szkole jez. japonskiego)? No wiesz - odpowiada - jakies gotowanie albo ukladanie ikebany... Az mna zatrzeslo, bo uwazam ze gotuje lepiej niz 90% znanych mi osob a ukladaniem kwiatkow tez jakos sie nigdy zbytnio nie interesowalam. A skad Ci to przyszlo do glowy? - zaczelam przepytywac meza. No wiesz - pewny siebie odpowiada - kobiety w ciazy jak nie maja zajecia to wpadaja w depresje itp. No to juz wiem - pomyslalam - czytal jakies chore wywody dla przyszlych tatusiow na japonskim portalu internetowym. Nalezy jednak kuc zelazo poki gorace wiec zazyczylam sobie maszyne do szycia :) (tak co by nie popasc w ciazowa depresje ;p). Maszyna w domu zawsze sie przyda, maz ma poczucie spelnionego obowiazku a ja nie musze chodzic na nudne wyklady o ukladaniu kwiatow, ktore prawdopodobnie zreszta wpedzilyby mnie w gleboka depresje ;))) Hurrra!!!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

kuchara

niedziela, 08 czerwca 2008 21:01

Jakos ostatnio mam wstret do miesa i praktycznie go nie jadam. No ale zeberkom nie moglam odmowic. Zreszta moje danie popisowe. Oczywiscie do tego ziemniaczki z koperkiem (ktorego posiadam ilosc przemyslowa na balkonie :p) i salatka z ogorkow. Mniaaam, pychotka bylo!!!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

brelok

niedziela, 08 czerwca 2008 20:54

A taki ladny brelok dostalam od tutejszego urzedu miasta. Rysunek ladny, napis mowi - doslownie: "w brzuchu jest dzidzia". Ten sam motyw co na breloku mozna zalezc nad wyznaczonymi miejscami siedzacymi np. w autobusie. Widzialam pare "ciezarowek" z tymi breloczkami przyczepionymi do torebek. Ja tam jakos nie mam zamiaru sie z tym afiszowac.

  


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

ups...

sobota, 07 czerwca 2008 11:10
Ojojoi...! Patrze na date ostatniego wpisu - szok - to az tyle czasu mnie tu nie bylo? Bylam wczoraj w szpitalu na badaniach. Moja fasolka ma 25mm od tylka do glowy i wlasnie zaczelam 10 tydzien. Pobrali mi wielka ilosc krwii, brrr... wampiry. Mam sie teraz zaglaszac co 3 tygodnie a po 20 tygodniu co 2 tygodnie. Za kazdym razem Usg - w Polsce raczej nierealne. W ramach bycia w ciazy (ktorej nawet nie widac, hihi), zajmuje sie tak kochanym przez siebie "nicnierobieniem" co jak zawsze wychodzi mi wprost perfekcyjnie. Poza tym odwiedzilam swoja tesciowa. Ta kobieta przegada doslownie kazdego! Jezeli na mnie mowia, ze "geba mi sie nie zamyka" to przy tej kobiecie jestem milczkiem. Zreszta nie da sie rady wtracic ani slowa podczas gdy wyglasza swoj monolog. O niej zreszta kiedys napisze w zupelnie oddzielnym wpisie.  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

wycieczka

poniedziałek, 26 maja 2008 15:12

W niedziele wybralismy sie do Sea Paradise - slynnego aqua parku. Mimo, ze bylam tam juz kilka razy, to wrazenia sa niesamowite. Uwielbiam taki tunel w akwarium przez ktory sie przejezdza na ruchomych schodach. Zlazlam sie jak glupia i odparzylam sobie nogi w moich "plastikowych" sandalkach (nie spodziewalam sie, ze bedzie tak goraco). Dzis mam pecherze na piecie co upowaznia mnie do "nic nierobienia" czyli jak to zawsze bywa kazdy powod jest dobry.

Rybki, ktore przypominaja jajecznice albo przynajmniej omlet ;)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

fotki

wtorek, 20 maja 2008 14:52

Dotarlismy nareszcie do fotografa i trzeba przyznac, ze wybieralismy sie tam juz od ponad poltora roku... Efekty naszej sesji otrzymamy dopiero za miesiac, ale popstrykalismy fotki naszym aparatem (co oznacza brak retuszu, buuu...), ktore dolaczam do galerii.

A to my w japonskim tradycyjnym slubnym kimono ;)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

...w japonskim gabinecie lekarskim...

sobota, 17 maja 2008 21:55
Bylam wczoraj z Moim w szpitalu u ginekologa, sprawdzic jak sie maja te dwie rozowe kreski z testu do rzeczywistosci. Trafilam na kobiete (!!! w tym kraju to szok) lekarza. Po USG okazalo sie, ze moje dwie kreski maja 7 milimetrow. Czyli jednak test sie nie mylil... Przyznam, ze te moje 7 mm daje mi ostatnio niezle popalic (czyt. typowe objawy ciazy), dlatego ostatnio nie bywalam na blogu. Przy okazji dowiedzialam sie, ze w Japonii w tym roku jest baby boom. Kurcze, chcialam sie zapisac do jakiejs slicznej kameralnej kliniki, ale wszystko bylo juz zajete. Buuu. Trafilam w koncu do wielkiego szpitala, no moze i dobrze, bo gdyby cos bylo nie tak, to tylko tam dysponuja tak nowoczesnym sprzetem. Przy okazji dowiedzialam sie ile kosztuje urodzenie dziecka w tym kraju, co przyznam troche zbilo mnie z tropu - pol miliona jenow co w przeliczeniu daje okolo 5 tys dolarow. Na szczescie miesiac pozniej urzad miasta oddaje czesc tych pieniedzy. A ponizszy tekst jest tylko do kobiet: gabinet ginekologiczny bardzo sie rozni od tego w Polsce. Wchodzi sie do malego pustego pokoiku otoczonego zaslonkami (cos w rodzaju przebieralni w sklepie) gdzie stoi tylko fotel (dodam, ze troche kosmiczny) i monitor od USG. Jak juz sie czlowiek wdrapie na fotel, to ktos z obslugi go podnosi i wykreca w strone zaslonki tak, ze polowe ciala mamy w tzw. przebieralni a druga (ta do badania) za zaslonka w innym pomieszczeniu. Podczas badania ani my nie widzimy lekarza (ani w sumie niczego) ani on nie widzi nas. Po badaniu czekamy w poczekalni i dopiero w innym gabinecie spotykamy sie z lekarzem, ktory tym razem oko w oko z nami omawia nam wyniki badania. Te zaslonki maja sluzyc niby prywatnosci, moim zdaniem jednak lepiej widziec lekarza a nie tylko go slyszec. Nie wspomne, ze z pokoju gdzie widac czesc do badania ;) odchodza glosy wielu osob, gdyz jest tam laboratorium. Musza miec niezly widok... Nastepna wizyte mam wyznaczona na 6 czerwca ;)
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

ciekawostki ze sklepu zoologicznego...

niedziela, 11 maja 2008 17:30

Szkoda, ze nie mam malego pieska... Ubranka wprost przesliczne!!! A te na zdjeciu w formie kimono cudowne...

Chyba najwiekszy bajer jaki ostatnio widzialam... Nie dajcie sie nabrac, na zdjeciu to nie maskotki sa towarem do sprzedazy, tylko czapeczki na maskotkach. Zalozylibyscie taka swojemu psiakowi? Tak na moment do zdjecia to uwazam, ze niezly pomysl.

To powyzej to specjalna czapeczka dla kotka. No coz... z kota zrobic zabe, to chyba tylko Japonczycy potrafia... :p Jakos nie moge sobie wyobrazic mojego Lolo w tej zabie... nie daje sobie zalozyc obrozy a co dopiero czapka... Przyznaje jednak, ze jeszcze sie zastanowie nad kupnem ;) Tak tylko do jednej fotki...


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

jedzonko...

niedziela, 11 maja 2008 17:18

Wyglada swojsko i tak rowniez smakuje. Czesc naszej dzisiejszej kolacji. Najlepszy byl chlebek z pasztetem i pikle w postaci ogorkow (chociaz nie wiem czemu ale w Japonii zawsze dodaja zbyt duzo cukru do marynat). Dodatkowo byl pieczony ser plesniowy, tacos (nie znosze), osmiornica, surowy losos z avocado no i oczywiscie ulubione przez mojego meza ostrygi tym razem w wersji na surowo (nie jadam). Pierwszy raz bylismy w tej knajpce, ale z pewnoscia tam wrocimy, bo jedzenie palce lizac. Nazwe tez ma niezla: "Pink pony cafe". O rachunku nie bede wspominac zaznaczam tylko, ze pasztet czy hiszpanska szynka nie naleza do tradycyjnego japonskiego jedzenia... 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

upierdliwa zonka...

sobota, 10 maja 2008 21:12

Dzisiejsza historyjka:

Maz z kuchni wola: po co kupilas tyle sokow? (3l soku pomidorowego i 4l soku warzywnego). Ja: dla nas. Maz: data spozycia jest do 15stego, kto to wypije? Ja: no kto? ty i ja. Maz: ale ja nienawidze soku pomidorowego. Ja: oj, naprawde? to czemu ja nic o tym nie wiem? Maz: a widzialas, zebym pil kiedys taki sok? ja: no w sumie nie... Maz: no to juz wiesz, ze nienawidze. Ja: i tak masz od zawsze? Maz: od dziecka. Ja: a no widzisz, to moze wtedy to nie byly 100% naturalne soki? Maz: nie wiem. Ja: a moze sprobujesz wypic z sola? Maz: mowilem ci, ze go nie pije. Ja: a z sola i z pieprzem? Maz: nie. Ja: ty wiesz co, moze nie z pieprzem ale z tabasco, bo ty tabasco lubisz, prawda? Maz: w zadnym wypadku. Ja: a moze tak z natka pietruszki? Maz: shitsukoi!!! (upierdliwa, natarczywa)

Fakt "troche" upierdliwa baba bylam... :p


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

...lulu...

sobota, 10 maja 2008 20:26
To nie jest normalne zeby zasnac o 2giej w nocy a obudzic sie na drugi dzien o 21wszej... dlatego w planach mam poniedzialkowa wizyte u lekarza. zapowiada sie ciekawie, bo po japonsku ;). Za oknem deszcz. Jutro niedziela, w planach byl wypad do Tokyo ale jakos sie nie widze spacerujacej w deszczu i jeszcze przy tym sampoczuciu. Tak naprawde, to najchetniej zostalabym w domu, przykryla kolderka i spala caly dzien...
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

nazwisko...

piątek, 09 maja 2008 18:48

Jestem mezatka od wrzesnia 2006 r. i jak do tej pory nosze swoje panienskie nazwisko. Wszystko oczywiscie z lenistwa. Poniewaz ostatnio pare rzeczy sie u nas pozmienialo;p, maz postanowil (konkretnie 20stego) wreszcie to wszystko zalatwic. Juz mamy wszystkie odpowiednie dokumenty i zostala nam tylko wycieczka do polskiej ambasady w Tokyo. Ciekawe czy w koncu tam dojedziemy? Pozyjemy... zobaczymy...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

...na temat wiary...

piątek, 09 maja 2008 14:29

Modlitwa wieczorna kobiety :

Ojcze nasz, który jesteś w niebie
Mam taką prośbę wielką dziś do Ciebie
Daj mi faceta i ma być bogaty
Ma mieć Ferrari - za cash nie na raty
Duze mieszkanie, a najlepiej willę
Ma mnie wciąż słuchać, nie tylko przez w chwilę
Ma mnie zadowalać kiedy mam ochotę
Śniadanie mi robić - nie tylko w sobotę
Oglądać romansy, biżuterię kupić
W życiu mym nie będzie mogł się nigdy upić
Nie chce nigdy widzieć jego własnej matki
Ja wydaję kasę - on płaci podatki
On nie ma kolegów - ja mam koleżanki
Kont ma mieć on wiele - okoliczne banki
Złotych kart bez liku, czeków co nie miara
Jak mi to załatwisz - wzrośnie moja wiara


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

buuu...

czwartek, 08 maja 2008 20:58

Mam niedosyt czytelniczy. Prosze o doslanie nowych ksiazek!!! (to do rodzinki).

Maz i kot juz spia, tylko ja taki nocny marek buszuje jeszcze po necie. Tak dla niewtajemniczonych to w Japonii jest teraz dokladnie 3.57 rano.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

trzesienie... znowu...

środa, 07 maja 2008 19:21
Znowu bujalo. W ciagu ostatniej godziny az trzy razy. No ile mozna?! Pozniej czlowiek sie zastanawia czy to, ze trzy razy trzeslo to oznacza koniec czy dopiero poczatek...
Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

...jedzonko...

środa, 07 maja 2008 18:45

Pojechalam do sklepu tylko po olej a wrocilam z wielka siatka zakupow. Tak to jest jak czlowiek na glodnego jedzie do marketu...

W naszym mieszanym malzenstwie wszystko jest mixem - nawet jedzenie. Polsko-japonska kolacja na przyklad. Ja juz na to nie zwracam uwagi ale gdy sie tak dobrze przyjrze jedzeniu na stole, to rzeczywiscie pomieszane straszne. Dzisiejsza kolacja: bulki z sezamem, szynka, pomidor z koperkiem, salata, ser feta w oliwie, smazone krewetki, ostrygi w panierce i duszone warzywa. Mix konkretny...


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

ALLEGRO - bede sprzedawac japonskie produkty.

poniedziałek, 05 maja 2008 16:38

Po sprawdzeniu cen japonskich produktow w Polsce az szczeka mi opadla... Ceny z kosmosu!!! Ja rozumiem, ze nalezy cos wyslac z Japonii do Polski, co nie nalezy do najtanszych, ale bez przesady! Juz nie chce wspominac o podrobkach, ktore znalazlam na allegro. Wszystko niby fajnie, zapakowane w folijke, opatrzone japonskimi napisami... tyle tylko, ze taki produkt po prostu w Japonii nie istnieje. Najbardziej usmialam sie z ogloszenia o tresci: "oryginalne japonskie wasabi" za cene ok 12 zl - ogladam zdjecie, a tam wszystkie napisy po koreansku. Gratulacje za przekret roku. Nie wspomne o "oryginalnej japonskiej" Hello Kitty - made in China...

Poniewaz mieszkam w Japonii, mam dostep do fajnych rzeczy po calkiem niskich cenach. Dodatkowo wiele produktow jest z serii "for sale in Japan only".

Zaczynam zbierac rzeczy do sprzedazy na allegro, ktore wysle do Polski w wielkiej paczce, co znacznie obnizy koszty wysylki.

Czekam na kontakt od wszystkich - czym jestescie zainteresowani?


Podziel się
oceń
8
8

komentarze (73) | dodaj komentarz

...niespodzianka...

czwartek, 01 maja 2008 5:47

Moje ostatnie zachcianki jedzeniowe wyjasnily sie w poniedzialek w postaci dwoch rozowych kresek. Wszystko to wina mojego zwariowanego meza... ;) Ostatnio sypiam po 16 godzin na dobe i zaraz znowu ide lulu. Wybaczcie mi to. Dobranoc... 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

...cieplutko...

środa, 30 kwietnia 2008 7:39

Zaczęło się już prawdziwe lato. Cieplutko i przyjemnie – to dobra tego strona. Niestety wszelkie robactwo również lubi ciepełko. Fuuuj! Nie myślę tu o tak dobrze znanych w Polsce motylkach, muszkach i oskach. W Japonii robactwo osiągnęło rozmiary jak z filmów s-f o mutantach. Dziś uciekałam przed osa, która miała nogi dlugosci 5 cm a nie będę wspominać o wielkości reszty... To już ostatnie chwile siedzenia przy otwartym balkonie. Za jakieś 2 tygodnie, gdy wyjdzie reszta paskudztwa, wszystkie otwory w domu zostaną zasłonięte specjalna siatka. Najgorszy w tym kraju jest jednak czerwiec (pora deszczowa), gdy wychodzi takie robactwo, ze staram się w ogóle nie wychodzić z domu...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

WAZNE

czwartek, 24 kwietnia 2008 3:44

Skopiowalam ponizszy tekst ze znajomej strony internetowej i prosze abyscie rowniez przylaczyli sie do tej akcji. To tresc apelu:

Wiecie czym zajmuje sie Fundacja Mam marzenie? Spełnia
marzenia dzieci śmiertelnie chorych. Jednym z marzycieli jest Mateuszek
Lang ze Szczecina. W niedziele ma osme urodziny, będa to prawdopodobnie
jego ostatnie urodziny. Jego marzeniem jest dostać pocztowki od wielu
ludzi. Jesli macie chwilke dosłownie czasu, kupcie pocztowke, napiszcie
zyczenia urodzinowe i wyslijcie mu. Was to bedzie kosztowało niewiele, a
dla niego bedzie znaczyc ogromnie duzo. Oto adres:

Mateuszek Lang
ul. Wiślana 37
70 - 885 Szczecin

Roześlijcie to do kogo się da i ślijcie kartki ze wszystkich stron świata.
Na razie załatwilismy kartki z kilku europejskich krajow, ale wciaz mozna
wiele osob poprosić, najwyżej kartki sie chwilkę spóźnią.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  155 637  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Skosnooki maz i syn + amerykanski kot + mloda Polka = mieszanka wybuchowa. Rozne narodowosci i temperamenty wepchniete pod jeden dach czyli moje codzienne zycie w Japonii.

Statystyki

Odwiedziny: 155637
Wpisy
  • liczba: 72
  • komentarze: 1142
Bloog istnieje od: 3311 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl